ORP SZCZECIN ex kuter rakietowy. (425).
Akurat mnie to wyjście mnie - urlop.
Na morzu też trzeba mieć szczęście.Ale to była główna zasada.
Nie dać się zabić.
Albo tak ,jak się nie " naumie" - tylko mama będzie płakała.
Wejście do GDYNI : Sztorm i panika, ale się udało.
Ale to zależało od całej załogi. Ja byłem tylko sternikiem. Nawet DO miał pietra.
Naprawdę łatwo było uderzyć w falochron,
NUMER w Gdyni . DO po cichu kazał obrócić okręt. Wybrałem czterech chłopaków.
Ale chciałem udowodnić że DO ,ma dobrych marynarzy.
To była obraza , ustawić się tyłem do komendy PMW.
Wykonałem polecenie DO - to nie był rozkaz. Ale chodziło żeby wszyscy sobie ufali.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz